lebkowski.name Winning popularity contests since `85

W zeszłym tygodniu podjęliśmy trudną walkę z tiramisu. Niestety, bitwa została przegrana przez nas. Nie mówię, że nie jedliśmy… :) Po prostu stwierdziliśmy, że mogło być lepiej. Użyta kawa w połączeniu z biszkoptami trochę wymknęła się z pod kontroli.

Na szczęście sytuacja została opanowana i przystąpiliśmy dzisiaj do starcia drugiego.

Składniki

Akt pierwszy, w którym Tajemniczy Składnik ujawnia się.

Nasze „Tiramisu a’la Puckaneska” z tradycyjnym ma niewiele wspólnego. W zasadzie to dwie rzeczy: serek mascarpone i to, że jest przepyszne. Posiada za to niezliczone ilości składników, których w tradycyjnym przepisie nie widnieją. Są wśród nich:

Kolejnym, standardowym składnikiem jest kogel-mogel. I tu muszę wstawić dygresję — jeśli jeszcze nie macie w domu miksera, to biegiem do sklepu, na wyprzedaży można dostać ten cudowny sprzęt już od 40-50 PLN. A potem to już tylko kulinarne rozkosze (not to mention, naleśniki!) Naprawdę, dzień, w którym wyposażenie mojego domu powiększyło się o mikser był jedną z kluczowych chwil poprzedniego roku!

Wstępne przygotowania składników

Czyli akt drugi, w którym zawiązuje się akcja.

Nie obyło się bez ofiar. Paradoksalnie, największe przeszkody spotkały nas podczas tworzenia części jajeczno-cukrowej, czyli koglu-moglu. Jedno jajko skończyło swój żywot na podłodze, tuż po dynamicznym ruchu ręką Beaty. Drugie, zamiast się grzecznie podzielić na żółte i nieżółte, nieznośnie wpadło do miseczki całe. Potem było już z górki.

Młotek w roli tłuczka Może nie wygląda apetycznie, ale — uwierzcie — to tylko pozory!

Po pierwsze, trzeba rozbić „Tajemniczy Składnik” na części pierwsze. W tej roli oczywiście Lion i tłuczek (lub inne, ciężkie narzędzie, np. prasa hydrauliczna). Szczerze przyznam, że gniecenie batonów młotkiem, choć przynosi ulgę i odstresowuje, nie działa za dobrze na ich zawartość. :) Bynajmniej nie martwię się tym, że się kruszą! Wręcz przeciwnie. Karmel się zbija w jedną spójną całość i trzeba go rozdrabniać ręcznie. A więc, pomimo, że ta metoda jest kusząca i zabawna — don’t do this at home!

Sercem całości jest oczywiście serek mascarpone, zmieszany z odrobiną koglu-moglu oraz śmietaną. Można dodać odrobinę szpinaku oraz tran. Do smaku. Oczywiście tylko wtedy, gdy serwujemy deser niechcianym gościom, którzy się wprosili, a my w dodatku wcale ich nie lubimy. Na szczęście my zaspakajamy głównie własne łakomstwo, więc ograniczyliśmy się do pierwszych dwóch składników.

Mascarpone Po zmiksowaniu to wyglądało otak.

Nie jedz czarnego śniegu Śnieg — niezbędnik domowego kucharza!

Kolejna część układanki to kawa z alkoholem z plastikowej butelki. Drugą część pominę. Zresztą pierwszą też — cóż może być trudnego lub interesującego w przygotowaniu kawy?! No dobrze, może być, ale tak czy inaczej przejdę do końcówki — kawę należy schłodzić. Jeśli kto ma, to przyda się samochód chłodnia, o ile nikt w nim nie został przypadkowo zamknięty. Jeśli nie, polecam śnieg. Zawsze trzymam odrobinę śniegu na taką okazję.

No i to tyle, jeśli chodzi o składniki. Faktycznie, pozostają jeszcze biszkopty i herbatniki, ale ich na szczęście nie trzeba specjalnie przygotowywać do operacji. Najtrudniejszą rzeczą jest otworzyć paczkę nie rozsypując wszystkiego na około. Nam się udało. ;)

Proces tworzenia

Akt trzeci. Bestia się rodzi.

Teraz to już jest z górki – o ile nikt nie wyjada mieszanki kogel-mogel-mascarpone. Spód naczynia wykładamy herbatnikami lub biszkoptami nasączonymi kawą. Tylko uwaga, nie za mocno maczamy!

Zaczyna wyglądać dobrze Zaczyna to jakoś wyglądać.

Pierwsza warstwa, potem pokruszone batony, połowa masy. Tu było trochę zabawy, bo rozsmarowywanie czegoś o takiej konsystencji po podłożu ze skruszonych batonów, ciasteczek i biszkoptów (które i bez naszej specjalnej pomocy nie potrafiły się trzymać do kupy) było nie lada wyzwaniem. Potem kolejna warstwa ciasteczek, i znów pokruszony Lion, i reszta białego szaleństwa. I w zasadzie skończone. Trzeba jeszcze tylko posypać kakao z wierzchu i… Voila!

Finał Skończone!

Podano do stołu!

Tiramisu podaje się dobrze schłodzone, więc teraz potwór czeka w lodówce na swoją kolej. Jeśli przez najbliższe kilka dni nie będzie ode mnie znaku życia, to znaczy, że deser się udał. :)

Zdjęcia: Tiramisu set on Flickr

Komentarze

  • tiramisu wyszlo pyszne :D

    — bitozaur, 22:07, 12 stycznia 2009

  • pycha :)

    — Iwcia, 10:57, 13 stycznia 2009

  • chcialabym jeszcze dodac iz wodka w plastikowej butelce pochodzi od moich rodzicow co do kawy, to ja nie pije :D

    — bitozaur, 20:56, 13 stycznia 2009

Dodaj komentarz

Smok Wawelski
smok@wawel.krakow.pl
http://wawel.krakow.pl
dodaj mój adres IP do blacklisty, proszę!
Formatowanie: markdown
Mulitmedia: oEmbed
Maciej Łebkowski, kontakt. Some rights reserved Monitoring Kampanii Internetowych